piątek, 9 października 2015

Rozdział 6

Perspektywa Wiki:
Jesień. Nie lubię jej. Zaczyna się psuć pogoda, robi się zimno, zaczyna się szkoła. Gdy wychodziłam ze szkoły podbiegł do mnie Janek.
- Chodź ze mną - powiedział.
- Gdzie? Muszę iść do domu.
- Na chwilę. To nie daleko.
- No nie wiem.
- Proszę.
- No dobrze.
Wyszliśmy z placu, na którym znajduję się szkoła. Chyba zmierzaliśmy w stronę lasu. Przeszliśmy łąkę i stanęliśmy przed lasem.
- Gdzie idziemy?
- Zobaczysz.
- Mam się bać?
- Nie.
Szliśmy coraz głębiej w las. Nie długo miało się ściemnić. A my idziemy i idziemy.
- Zamknij oczy - powiedział.
Nie chciałam przedłużać i zamknęłam oczy. Zaczął mnie prowadzić. W końcu stanęliśmy.
- Otwórz.
Stanęłam jak zamurowana. Moim oczom ukazał się piękny krajobraz. Jezioro, drzewa. Nie wiedziałam, że tak pięknie jest w Krakowie.
- To jest piękne.
- A to nie wszystko. Pewnie chciałabyś to uwiecznić na płótnie?
- Co planujesz?
- Mam coś jeszcze. Spójrz.
Wskazał palcem na stojące naprzeciw blejtram i sztalugę.
- Na co czekasz? Maluj!

Znów pada. Dobrze, że dzisiaj opuszczam to miejsce. Nie na zawsze oczywiście. Dziś pierwszy raz wylatuje do Polski. Przeglądam czy zabrałam wszystkie potrzebne rzeczy. A z resztą tam kupię jakby co. Za godzinę mam samolot. Usłyszałam trąbienie. To pewnie taksówka. Zamknęłam drzwi i zeszłam na dół. Za kilka godzin zobaczę mamę i Jaśka.
Jestem już w Polsce. Czekam na mamę, ale nigdzie jej nie widzę. Po chwili zauważam...



Nareszcie! Przepraszam, że taki krótki, ale następny będzie dłuższy. A tak w ogóle to następny za 5 komentarzy.



2 komentarze: