środa, 18 listopada 2015

Rozdział 8

,,Będąc już w domu zastanawiałam się czy spotkam jeszcze tego Łukasza. Bardzo go polubiłam.''

O dziewiątej obudziły mnie jakieś jęki. Chyba dobiegały z łazienki. Myślałam, że zaraz ucichną, ale niestety musiałam ruszyć tyłek. Na wypadek wzięłam łyżkę. Przecież musiałabym się czymś obronić w razie czego. Wiem głupia jestem. Wracając. Drzwi łazienki były uchylone. Przez chwilę pomyślałam, że to złodziej. Zajrzałam po cichu. To co tam zobaczyłam nigdy mi z głowy nie wyjdzie. Nad toaletą klęczał... Jasiek. Żałuję, że nie wzięłam telefonu tylko łyżkę.
- I co? Miałam racje - odezwałam się.
- Ja pierdziele. Nie strasz - powiedział - Jaką zaś rację?
- Mówiłam nie jedz tych owoców z tamtego krzaka, ale ty jesteś mądrzejszy.
- Ale...
- Nie to nie były gumijagody.
- Ale to przez alkohol. On ciągle do mnie przemawiał.
- Dobra. Ty sobie tu romansuj dalej z toaletą, a ja idę jeszcze spać. A i możesz być ciszej?
Jaś pokiwał głową, a ja wróciłam do pokoju. Przespałam jeszcze godzinę. Wstając zobaczyłam czy ktoś do mnie nie pisał. Dostałam SMS-a od NIEZNANY. Sprawdziłam treść.

Od: Nieznany
Spotkamy się dziś o 16? Łukasz z ogniska.

Szybko wystukałam odpowiedź. Po chwili dostałam kolejnego SMS-a.

 Od: Nieznany
Czekam :)

Zapisałam jego numer. Następnie podeszłam do szafy, wyciągając czarne rurki i koszulę w czarno czerwoną kratkę. Ubrałam się i zeszłam zjeść śniadanie. Usłyszałam, że Jaś nie wyszedł z toalety. Weszłam do łazienki.
- Jedziemy do szpitala. TERAZ - powiedziałam.
- Po co? Czuję się... - nie dokończył, bo zwróciły mu się wczorajsze ,,gumijagody''.
Kazałam mu się przebrać. Potem pojechaliśmy do szpitala. Nie rozmawialiśmy po drodze. Wchodząc ujrzeliśmy kolejkę liczącą z 13 osób. Chłopak spojrzał na mnie.
- Będziemy czekać - powiedziałam stanowczo.
Po dwóch godzinach czekania w końcu wszedł Jaś. Po dziesięciu minutach wyszedł.
- Zatrucie. Mam siedzieć w domu i brać leki - powiedział.
Wróciliśmy do domu. Brunet poczuł się gorzej. Kazałam mu się położyć. Przypomniało mi się, że na szesnastą jestem umówiona z Łukaszem.
- Zaproś go do nas - zaproponował chłopak.
Wzięłam telefon i wystukałam wiadomość. Przyjdzie. O szesnastej usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam.
- Cześć - powiedział Łukasz.
- Hej. Wejdź.

*Perspektywa Jasia*
Usłyszałem otwieranie drzwi. Pewnie Łukasz przyszedł. Po chwili ujrzałem chłopaka w drzwiach.
- Cześć stary. Jak się czujesz? - zapytał.
- Dobrze. Wręcz mogę hasać po Wawelu, ale ta osóbka tam mi nie pozwala - powiedziałem, wskazując na blondynkę.
- Ty to hasasz, ale stąd do toalety.
Wyszli z pokoju i poszli na dół. Wika włączyła jakiś film, ale nie wiem jaki. Miałem dobry widok na telewizor, więc postanowiłem obejrzeć. No i siedzą. Jeden z jednej strony, drugi z drugiej strony. Ale po chwili się przybliżyli. Potem przybliżyły się ich twarze. Potem usta i...
- Przyniosłabyś mi wody? - zapytałem.
- Już idę.
Tym oto sposobem ich usta się nie przybliżyły. Przyniosła mi szklankę wody. Podziękowałem i odeszła. Potem sytuacja się znów powtórzyła. I znów ją zawołałem. Nie wiem czemu ciągle ją wołam gdy mają się pocałować.
- Pijesz jak smok. Ile razy mam tu jeszcze przychodzić? Może przyniosę ci beczkę z wodą? - powiedziała trochę wkurzona.
- Takie potrzeby człowieka.
- Ale co 5 minut?
- Ok. Tak na serio to...
____________________________________________
No to napisałam :)
ZAPYTAJ BOHATERA