,,Będąc już w domu zastanawiałam się czy spotkam jeszcze tego Łukasza. Bardzo go polubiłam.''
O dziewiątej obudziły mnie jakieś jęki. Chyba dobiegały z łazienki. Myślałam, że zaraz ucichną, ale niestety musiałam ruszyć tyłek. Na wypadek wzięłam łyżkę. Przecież musiałabym się czymś obronić w razie czego. Wiem głupia jestem. Wracając. Drzwi łazienki były uchylone. Przez chwilę pomyślałam, że to złodziej. Zajrzałam po cichu. To co tam zobaczyłam nigdy mi z głowy nie wyjdzie. Nad toaletą klęczał... Jasiek. Żałuję, że nie wzięłam telefonu tylko łyżkę.
- I co? Miałam racje - odezwałam się.
- Ja pierdziele. Nie strasz - powiedział - Jaką zaś rację?
- Mówiłam nie jedz tych owoców z tamtego krzaka, ale ty jesteś mądrzejszy.
- Ale...
- Nie to nie były gumijagody.
- Ale to przez alkohol. On ciągle do mnie przemawiał.
- Dobra. Ty sobie tu romansuj dalej z toaletą, a ja idę jeszcze spać. A i możesz być ciszej?
Jaś pokiwał głową, a ja wróciłam do pokoju. Przespałam jeszcze godzinę. Wstając zobaczyłam czy ktoś do mnie nie pisał. Dostałam SMS-a od NIEZNANY. Sprawdziłam treść.
Od: Nieznany
Spotkamy się dziś o 16? Łukasz z ogniska.
Szybko wystukałam odpowiedź. Po chwili dostałam kolejnego SMS-a.
Od: Nieznany
Czekam :)
Zapisałam jego numer. Następnie podeszłam do szafy, wyciągając czarne rurki i koszulę w czarno czerwoną kratkę. Ubrałam się i zeszłam zjeść śniadanie. Usłyszałam, że Jaś nie wyszedł z toalety. Weszłam do łazienki.
- Jedziemy do szpitala. TERAZ - powiedziałam.
- Po co? Czuję się... - nie dokończył, bo zwróciły mu się wczorajsze ,,gumijagody''.
Kazałam mu się przebrać. Potem pojechaliśmy do szpitala. Nie rozmawialiśmy po drodze. Wchodząc ujrzeliśmy kolejkę liczącą z 13 osób. Chłopak spojrzał na mnie.
- Będziemy czekać - powiedziałam stanowczo.
Po dwóch godzinach czekania w końcu wszedł Jaś. Po dziesięciu minutach wyszedł.
- Zatrucie. Mam siedzieć w domu i brać leki - powiedział.
Wróciliśmy do domu. Brunet poczuł się gorzej. Kazałam mu się położyć. Przypomniało mi się, że na szesnastą jestem umówiona z Łukaszem.
- Zaproś go do nas - zaproponował chłopak.
Wzięłam telefon i wystukałam wiadomość. Przyjdzie. O szesnastej usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam.
- Cześć - powiedział Łukasz.
- Hej. Wejdź.
*Perspektywa Jasia*
Usłyszałem otwieranie drzwi. Pewnie Łukasz przyszedł. Po chwili ujrzałem chłopaka w drzwiach.
- Cześć stary. Jak się czujesz? - zapytał.
- Dobrze. Wręcz mogę hasać po Wawelu, ale ta osóbka tam mi nie pozwala - powiedziałem, wskazując na blondynkę.
- Ty to hasasz, ale stąd do toalety.
Wyszli z pokoju i poszli na dół. Wika włączyła jakiś film, ale nie wiem jaki. Miałem dobry widok na telewizor, więc postanowiłem obejrzeć. No i siedzą. Jeden z jednej strony, drugi z drugiej strony. Ale po chwili się przybliżyli. Potem przybliżyły się ich twarze. Potem usta i...
- Przyniosłabyś mi wody? - zapytałem.
- Już idę.
Tym oto sposobem ich usta się nie przybliżyły. Przyniosła mi szklankę wody. Podziękowałem i odeszła. Potem sytuacja się znów powtórzyła. I znów ją zawołałem. Nie wiem czemu ciągle ją wołam gdy mają się pocałować.
- Pijesz jak smok. Ile razy mam tu jeszcze przychodzić? Może przyniosę ci beczkę z wodą? - powiedziała trochę wkurzona.
- Takie potrzeby człowieka.
- Ale co 5 minut?
- Ok. Tak na serio to...
____________________________________________
No to napisałam :)
ZAPYTAJ BOHATERA
środa, 18 listopada 2015
czwartek, 15 października 2015
Rozdział 7
,,Usłyszałam trąbienie. To pewnie taksówka. Zamknęłam drzwi i zeszłam na dół. Za kilka godzin zobaczę mamę i Jaśka. Jestem już w Polsce. Czekam na mamę, ale nigdzie jej nie widzę. Po chwili zauważam...''
... Jaśka. Zaczęłam biec w jego stronę rzucając walizkę, sama rzuciłam się na niego. Chyba staliśmy tak z dziesięć minut. Nie wiem. Wtedy nic się nie liczyło. Tylko ja i on. Gdy mnie puścił zauważyłam jakąś wysoką blondynkę. Prawdopodobnie dziewczyna Janka.
- Wika to jest Paulina. Paulina to jest Wiktoria - powiedział.
- Miło mi.
- Mi też - powiedziała jak od niechcenia.
Coś mi się zdaje, że mnie nie lubi. Ale no trudno. Poszliśmy do samochodu. Jaś wziął moją walizkę.
- A więc jedziemy do ciebie. Twoja mama musiała jechać dzisiaj rano do szpitala, bo z jej kręgosłupem nie jest najlepiej. Nie zdążyła cię poinformować, że nie będzie jej trzy tygodnie. I my mieliśmy się opiekować domem - powiedział Janek.
- Jeśli chcecie to zostańcie. Co ja sama będę robić?
Po paru minutach byliśmy w domu. Nic się nie zmieniło. Może dywan był czystszy. Poszła do mojego pokoju. W nim też było po staremu. Rozpakowałam się szybko. Oni jeszcze zaczęli oglądać film, ale ja byłam zbyt zmęczona. Bardzo szybko usnęłam. Wstałam chyba po dwunastej w południe. Przed obiadem zjadłam szybko płatki. Po dwóch minutach do domu wszedł chłopak z pełnymi reklamówkami.
- O śpiąca królewna wstała. Idziesz dzisiaj ze mną i moimi kumplami na ognisko? Tak gdzieś o dziewiętnastej.
- Mogę iść. I tak nie mam co robić.
Potem Paulina ugotowała obiad. Trochę się bałam, że mi coś dorzuci do kurczaka. Nie rozumiem czemu jest taka zazdrosna. Że przyjaźnie się z Jaśkiem, to nie znaczy, że od razu będziemy razem. Na szczęście nic mi nie dosypała i przeżyłam. Potem nic się nie działo takiego ciekawego. W pół do dziewiętnastej wyszliśmy z domu. Miejscówkę mieliśmy obok lasu. Było to specjalnie miejsce do robienia ognisk. Siedziało nas tam z dziesięciu.
- Elo. Przyprowadziłem dziś moją przyjaciółkę Wiktorię - przedstawił mnie brunet.
- Eee no. Całkiem ładna. Nie rozumiem co ty jeszcze robisz z Pauliną - zażartował sobie Hubert.
- A weź przestań. Ona jest najpiękniejsza - powiedział, po czym pocałował blondynkę - a tak w ogóle to gdzie jest Łukasz?
- Po piwa poszedł. Czegoś ty się spodziewał? Ej ty pacz. Idzie.
Wszyscy skierowali wzrok na bruneta. Był wysoki i no nie powiem. Całkiem przystojny.
- Jestem. Wiem, że dzisiaj to bardzo szybko, ale sklep zamykali. O a kim jest ta piękna blondyna? - zapytał spoglądając na mnie.
- To Wika. Moja przyjaciółka. A to jest Łukasz.
Usiadł koło mnie. Wszyscy wzięli po piwie. W końcu zaczęło się ściemniać. Gdy robiło się coraz później, każdy był coraz bardziej pijany. Bartek z Alicją poszli gdzieś w krzaki. Z resztą Janek z Pauliną też. Inni się gdzieś ulotnili. Zostałam sama z Hubertem.
- No co jest mała? Chcesz się zabawić?
- Nie.
- No weź.
- Powiedziałam nie.
Chłopak zaczął się do mnie przystawiać. Myślałam, że skończy się to tak jak się zapowiadało, ale jednak. W pewnej chwili usłyszałam głos Łukasza.
- Chyba powiedziała, żebyś ją zostawił? No już. Wypierdalaj.
- No dobra stary. Ale nie spinaj dupy. I tak ją przelecę.
Odszedł. Podszedł do mnie Łukasz.
- Wszystko okej? - zapytał.
- Tak. Jest dobrze.
Wstał po czym mnie przytulił. Był taki ciepły, choć na dworze było trochę zimno. Jeszcze byłam niższa od niego. To było takie cudowne uczucie. Nie do opisania. Nigdy takiego czegoś nie czułam.
- Niestety muszę wam przerwać gołąbeczki - usłyszałam głos Janka.
Widok jego pijanego to było coś najśmieszniejszego na świecie. Idzie taki przygarbiony slalomem.
- Wracamy do domu. A ty? - zapytał.
- Też już idę.
- Odprowadzę cię - zaproponował, a właściwie stwierdził Łukasz.
Potem poszliśmy. Wróciliśmy chyba o drugiej w nocy, bo chłopaki stanęli jeszcze na piwo. Będąc już w domu zastanawiałam się czy spotkam jeszcze tego Łukasza. Bardzo go polubiłam.
... Jaśka. Zaczęłam biec w jego stronę rzucając walizkę, sama rzuciłam się na niego. Chyba staliśmy tak z dziesięć minut. Nie wiem. Wtedy nic się nie liczyło. Tylko ja i on. Gdy mnie puścił zauważyłam jakąś wysoką blondynkę. Prawdopodobnie dziewczyna Janka.
- Wika to jest Paulina. Paulina to jest Wiktoria - powiedział.
- Miło mi.
- Mi też - powiedziała jak od niechcenia.
Coś mi się zdaje, że mnie nie lubi. Ale no trudno. Poszliśmy do samochodu. Jaś wziął moją walizkę.
- A więc jedziemy do ciebie. Twoja mama musiała jechać dzisiaj rano do szpitala, bo z jej kręgosłupem nie jest najlepiej. Nie zdążyła cię poinformować, że nie będzie jej trzy tygodnie. I my mieliśmy się opiekować domem - powiedział Janek.
- Jeśli chcecie to zostańcie. Co ja sama będę robić?
Po paru minutach byliśmy w domu. Nic się nie zmieniło. Może dywan był czystszy. Poszła do mojego pokoju. W nim też było po staremu. Rozpakowałam się szybko. Oni jeszcze zaczęli oglądać film, ale ja byłam zbyt zmęczona. Bardzo szybko usnęłam. Wstałam chyba po dwunastej w południe. Przed obiadem zjadłam szybko płatki. Po dwóch minutach do domu wszedł chłopak z pełnymi reklamówkami.
- O śpiąca królewna wstała. Idziesz dzisiaj ze mną i moimi kumplami na ognisko? Tak gdzieś o dziewiętnastej.
- Mogę iść. I tak nie mam co robić.
Potem Paulina ugotowała obiad. Trochę się bałam, że mi coś dorzuci do kurczaka. Nie rozumiem czemu jest taka zazdrosna. Że przyjaźnie się z Jaśkiem, to nie znaczy, że od razu będziemy razem. Na szczęście nic mi nie dosypała i przeżyłam. Potem nic się nie działo takiego ciekawego. W pół do dziewiętnastej wyszliśmy z domu. Miejscówkę mieliśmy obok lasu. Było to specjalnie miejsce do robienia ognisk. Siedziało nas tam z dziesięciu.
- Elo. Przyprowadziłem dziś moją przyjaciółkę Wiktorię - przedstawił mnie brunet.
- Eee no. Całkiem ładna. Nie rozumiem co ty jeszcze robisz z Pauliną - zażartował sobie Hubert.
- A weź przestań. Ona jest najpiękniejsza - powiedział, po czym pocałował blondynkę - a tak w ogóle to gdzie jest Łukasz?
- Po piwa poszedł. Czegoś ty się spodziewał? Ej ty pacz. Idzie.
Wszyscy skierowali wzrok na bruneta. Był wysoki i no nie powiem. Całkiem przystojny.
- Jestem. Wiem, że dzisiaj to bardzo szybko, ale sklep zamykali. O a kim jest ta piękna blondyna? - zapytał spoglądając na mnie.
- To Wika. Moja przyjaciółka. A to jest Łukasz.
Usiadł koło mnie. Wszyscy wzięli po piwie. W końcu zaczęło się ściemniać. Gdy robiło się coraz później, każdy był coraz bardziej pijany. Bartek z Alicją poszli gdzieś w krzaki. Z resztą Janek z Pauliną też. Inni się gdzieś ulotnili. Zostałam sama z Hubertem.
- No co jest mała? Chcesz się zabawić?
- Nie.
- No weź.
- Powiedziałam nie.
Chłopak zaczął się do mnie przystawiać. Myślałam, że skończy się to tak jak się zapowiadało, ale jednak. W pewnej chwili usłyszałam głos Łukasza.
- Chyba powiedziała, żebyś ją zostawił? No już. Wypierdalaj.
- No dobra stary. Ale nie spinaj dupy. I tak ją przelecę.
Odszedł. Podszedł do mnie Łukasz.
- Wszystko okej? - zapytał.
- Tak. Jest dobrze.
Wstał po czym mnie przytulił. Był taki ciepły, choć na dworze było trochę zimno. Jeszcze byłam niższa od niego. To było takie cudowne uczucie. Nie do opisania. Nigdy takiego czegoś nie czułam.
- Niestety muszę wam przerwać gołąbeczki - usłyszałam głos Janka.
Widok jego pijanego to było coś najśmieszniejszego na świecie. Idzie taki przygarbiony slalomem.
- Wracamy do domu. A ty? - zapytał.
- Też już idę.
- Odprowadzę cię - zaproponował, a właściwie stwierdził Łukasz.
Potem poszliśmy. Wróciliśmy chyba o drugiej w nocy, bo chłopaki stanęli jeszcze na piwo. Będąc już w domu zastanawiałam się czy spotkam jeszcze tego Łukasza. Bardzo go polubiłam.
Dam dam dam! Nareszcie coś dłuższego. Mam nadzieję, że się podoba. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o Łukaszu to klikamy w zakładkę BOHATEROWIE. 4 komy i piszę dalej. Nie zapominamy o ZAPYTAJ BOHATERA
piątek, 9 października 2015
Rozdział 6
Perspektywa Wiki:
Jesień. Nie lubię jej. Zaczyna się psuć pogoda, robi się zimno, zaczyna się szkoła. Gdy wychodziłam ze szkoły podbiegł do mnie Janek.
- Chodź ze mną - powiedział.
- Gdzie? Muszę iść do domu.
- Na chwilę. To nie daleko.
- No nie wiem.
- Proszę.
- No dobrze.
Wyszliśmy z placu, na którym znajduję się szkoła. Chyba zmierzaliśmy w stronę lasu. Przeszliśmy łąkę i stanęliśmy przed lasem.
- Gdzie idziemy?
- Zobaczysz.
- Mam się bać?
- Nie.
Szliśmy coraz głębiej w las. Nie długo miało się ściemnić. A my idziemy i idziemy.
- Zamknij oczy - powiedział.
Nie chciałam przedłużać i zamknęłam oczy. Zaczął mnie prowadzić. W końcu stanęliśmy.
- Otwórz.
Stanęłam jak zamurowana. Moim oczom ukazał się piękny krajobraz. Jezioro, drzewa. Nie wiedziałam, że tak pięknie jest w Krakowie.
- To jest piękne.
- A to nie wszystko. Pewnie chciałabyś to uwiecznić na płótnie?
- Co planujesz?
- Mam coś jeszcze. Spójrz.
Wskazał palcem na stojące naprzeciw blejtram i sztalugę.
- Na co czekasz? Maluj!
Znów pada. Dobrze, że dzisiaj opuszczam to miejsce. Nie na zawsze oczywiście. Dziś pierwszy raz wylatuje do Polski. Przeglądam czy zabrałam wszystkie potrzebne rzeczy. A z resztą tam kupię jakby co. Za godzinę mam samolot. Usłyszałam trąbienie. To pewnie taksówka. Zamknęłam drzwi i zeszłam na dół. Za kilka godzin zobaczę mamę i Jaśka.
Jestem już w Polsce. Czekam na mamę, ale nigdzie jej nie widzę. Po chwili zauważam...
Nareszcie! Przepraszam, że taki krótki, ale następny będzie dłuższy. A tak w ogóle to następny za 5 komentarzy.
Jesień. Nie lubię jej. Zaczyna się psuć pogoda, robi się zimno, zaczyna się szkoła. Gdy wychodziłam ze szkoły podbiegł do mnie Janek.
- Chodź ze mną - powiedział.
- Gdzie? Muszę iść do domu.
- Na chwilę. To nie daleko.
- No nie wiem.
- Proszę.
- No dobrze.
Wyszliśmy z placu, na którym znajduję się szkoła. Chyba zmierzaliśmy w stronę lasu. Przeszliśmy łąkę i stanęliśmy przed lasem.
- Gdzie idziemy?
- Zobaczysz.
- Mam się bać?
- Nie.
Szliśmy coraz głębiej w las. Nie długo miało się ściemnić. A my idziemy i idziemy.
- Zamknij oczy - powiedział.
Nie chciałam przedłużać i zamknęłam oczy. Zaczął mnie prowadzić. W końcu stanęliśmy.
- Otwórz.
Stanęłam jak zamurowana. Moim oczom ukazał się piękny krajobraz. Jezioro, drzewa. Nie wiedziałam, że tak pięknie jest w Krakowie.
- To jest piękne.
- A to nie wszystko. Pewnie chciałabyś to uwiecznić na płótnie?
- Co planujesz?
- Mam coś jeszcze. Spójrz.
Wskazał palcem na stojące naprzeciw blejtram i sztalugę.
- Na co czekasz? Maluj!
Znów pada. Dobrze, że dzisiaj opuszczam to miejsce. Nie na zawsze oczywiście. Dziś pierwszy raz wylatuje do Polski. Przeglądam czy zabrałam wszystkie potrzebne rzeczy. A z resztą tam kupię jakby co. Za godzinę mam samolot. Usłyszałam trąbienie. To pewnie taksówka. Zamknęłam drzwi i zeszłam na dół. Za kilka godzin zobaczę mamę i Jaśka.
Jestem już w Polsce. Czekam na mamę, ale nigdzie jej nie widzę. Po chwili zauważam...
piątek, 25 września 2015
Rozdział 5
''- Jasiek - wydukałam - gdybym... Gdybym cię wtedy nie namawiała, żeby tam iść. To ja powinnam tu leżeć.
Nastała ta chwila ciszy. Tak, której nikt nie lubi. Ta głośniejsza od krzyku. Poleciała mi łza po policzku. W pewnym momencie usłyszałam śmiech. Nie jakiś głośny i wyraźny tylko cichy i przytłumiony.
- Panie doktorze! Obudził się!''
Perspektywa Jasia
- Coś ty zaś wymyślił? - zapytała dziewczyna.
- Chce cię zabrać na wycieczkę, co w tym złego?
- Ale jaką?
- Aaa to niespodzianka.
Chciałem ją zabrać tam gdzie zawsze chciała. A, że trafiła się taka okazja. Po tygodniu byliśmy już przygotowani do wyprawy. Jechali z nami jeszcze tak jeden mój znajomy i przyjaciółka Wiktorii, Marta. Wyjechaliśmy w nocy, żeby być tam na rano. Ledwo wsiedliśmy do samochodu i Wika usnęła. W sumie się nie dziwię jak wyrywam ją o 1 w nocy z łóżka. Przespała całą podróż. Zajechaliśmy gdzieś koło siódmej. Obudziłem blondynkę.
- Wstawaj. Dojechaliśmy.
- Ta? Już?
Wyszliśmy z samochodu po swoje torby.
- Gdzie my jesteśmy? Czy to las?
- Dojdziesz to zobaczysz.
I tak sobie idziemy i, że ja mam mały pęcherz to musiałem zrobić przerwę.
- Ja na niego poczekam, a wy idźcie - powiedziała Wiki.
Wyszedłem z krzaków i ruszyliśmy. Kazałem iść prosto. Po pół godziny skapnęliśmy się, że się zgubiliśmy. Tak naprawdę to powinniśmy być tam 15 minut temu.
- I gdzie jesteśmy?
- No... nie wiem.
- Jak to nie wiesz? Zgubiliśmy się w lesie?!
- Nie zaraz wyjdziemy tam gdzie trzeba już wiem gdzie jesteśmy. Na serio.
Tak naprawdę to nie wiedziałem, ale musiałem ją uspokoić. Teraz liczyłem, że dojdziemy tam gdzie trzeba. Po chwili zobaczyłem jezioro, a po drugiej stronie cel podróży. Nakierowałem się do właściwego miejsca. Za chwilę byliśmy na miejscu.
- No gdzie wy byliście? - zapytał Dawid.
- Zgubiliśmy się.
- Ej chwila. Czy to Mazury?
- No tak.
Wyraźnie się ucieszyła. Zawsze chciała pojechać na biwak, na Mazury. Fajnie jest spełnić czyjeś marzenie. Większość dnia spędziliśmy na spacerowaniu po lesie i nad jeziorem. Potem rozbiliśmy namiot. Jakoś tak Dawid chciał być z Martyną w namiocie, a mieliśmy dwa dwuosobowe. Strasznie się uparł to już się zgodziliśmy. Zjedliśmy kolacje i poszliśmy spać. Po dwunastej w nocy obudziła mnie Wika.
- Jasiek. Jasiek.
- C co? - zapytałem zaspany.
- Ktoś tu jest? Ktoś albo coś chodzi wokół namiotów.
- Pójdę sprawdzić.
Wyszedłem cicho i powoli, żeby w razie czego się nie zdemaskować. Rozejrzałem się dookoła. Gdy spostrzegłem, że nikogo nie ma postanowiłem wrócić do namiotu. Kiedy miłem już do niego wchodzić coś, a raczej ktoś mnie przestraszył.
- Buu!
- Dawid ty baranie.
- Wystraszyłem cię?
- Nie kurwa uszczęśliwiłeś.
- Bardzo?
- Baranie jeden o dwunastej w nocy to tylko troszkę. Bo tak w dzień to zesrałbym się ze strachu. A jakbym o tym wiedział to zawał na miejscu.
- A to sorry. Następnym razem wystraszę cię w dzień.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę i każdy rozszedł się do swojego namiotu.
______________________________________________________
I mamy 5 rozdział. Jak Wam się podoba? Sorry, że taki krótki brak weny. Ale lepsze to niż nic :) Zapytaj bohatera
Nastała ta chwila ciszy. Tak, której nikt nie lubi. Ta głośniejsza od krzyku. Poleciała mi łza po policzku. W pewnym momencie usłyszałam śmiech. Nie jakiś głośny i wyraźny tylko cichy i przytłumiony.
- Panie doktorze! Obudził się!''
Perspektywa Jasia
- Coś ty zaś wymyślił? - zapytała dziewczyna.
- Chce cię zabrać na wycieczkę, co w tym złego?
- Ale jaką?
- Aaa to niespodzianka.
Chciałem ją zabrać tam gdzie zawsze chciała. A, że trafiła się taka okazja. Po tygodniu byliśmy już przygotowani do wyprawy. Jechali z nami jeszcze tak jeden mój znajomy i przyjaciółka Wiktorii, Marta. Wyjechaliśmy w nocy, żeby być tam na rano. Ledwo wsiedliśmy do samochodu i Wika usnęła. W sumie się nie dziwię jak wyrywam ją o 1 w nocy z łóżka. Przespała całą podróż. Zajechaliśmy gdzieś koło siódmej. Obudziłem blondynkę.
- Wstawaj. Dojechaliśmy.
- Ta? Już?
Wyszliśmy z samochodu po swoje torby.
- Gdzie my jesteśmy? Czy to las?
- Dojdziesz to zobaczysz.
I tak sobie idziemy i, że ja mam mały pęcherz to musiałem zrobić przerwę.
- Ja na niego poczekam, a wy idźcie - powiedziała Wiki.
Wyszedłem z krzaków i ruszyliśmy. Kazałem iść prosto. Po pół godziny skapnęliśmy się, że się zgubiliśmy. Tak naprawdę to powinniśmy być tam 15 minut temu.
- I gdzie jesteśmy?
- No... nie wiem.
- Jak to nie wiesz? Zgubiliśmy się w lesie?!
- Nie zaraz wyjdziemy tam gdzie trzeba już wiem gdzie jesteśmy. Na serio.
Tak naprawdę to nie wiedziałem, ale musiałem ją uspokoić. Teraz liczyłem, że dojdziemy tam gdzie trzeba. Po chwili zobaczyłem jezioro, a po drugiej stronie cel podróży. Nakierowałem się do właściwego miejsca. Za chwilę byliśmy na miejscu.
- No gdzie wy byliście? - zapytał Dawid.
- Zgubiliśmy się.
- Ej chwila. Czy to Mazury?
- No tak.
Wyraźnie się ucieszyła. Zawsze chciała pojechać na biwak, na Mazury. Fajnie jest spełnić czyjeś marzenie. Większość dnia spędziliśmy na spacerowaniu po lesie i nad jeziorem. Potem rozbiliśmy namiot. Jakoś tak Dawid chciał być z Martyną w namiocie, a mieliśmy dwa dwuosobowe. Strasznie się uparł to już się zgodziliśmy. Zjedliśmy kolacje i poszliśmy spać. Po dwunastej w nocy obudziła mnie Wika.
- Jasiek. Jasiek.
- C co? - zapytałem zaspany.
- Ktoś tu jest? Ktoś albo coś chodzi wokół namiotów.
- Pójdę sprawdzić.
Wyszedłem cicho i powoli, żeby w razie czego się nie zdemaskować. Rozejrzałem się dookoła. Gdy spostrzegłem, że nikogo nie ma postanowiłem wrócić do namiotu. Kiedy miłem już do niego wchodzić coś, a raczej ktoś mnie przestraszył.
- Buu!
- Dawid ty baranie.
- Wystraszyłem cię?
- Nie kurwa uszczęśliwiłeś.
- Bardzo?
- Baranie jeden o dwunastej w nocy to tylko troszkę. Bo tak w dzień to zesrałbym się ze strachu. A jakbym o tym wiedział to zawał na miejscu.
- A to sorry. Następnym razem wystraszę cię w dzień.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę i każdy rozszedł się do swojego namiotu.
______________________________________________________
I mamy 5 rozdział. Jak Wam się podoba? Sorry, że taki krótki brak weny. Ale lepsze to niż nic :) Zapytaj bohatera
czwartek, 17 września 2015
Rozdział 4
,,- Hej. Co u ciebie?
- O cześć. Spoko. Okropnie u nas pada. A u ciebie?
- Jakoś leci. U mnie też ciągle pada. Nudno mi bez ciebie.
- Mi bez ciebie też. A muszę ci coś powiedzieć. Bo ja mam dziewczynę.
-Ooo to... super.
- O właśnie przyszła. Muszę kończyć. Później zadzwonię. Pa!
Jaś ma dziewczynę? Nie wierzę. Zawsze wolny. Ciekawe ile z nią wytrzyma''
Perspektywa Jasia:
Dryn, dryn. Usłyszałem dźwięku dzwonka mojego telefonu. Dzwoniła Wika.
- Halo? - powiedziałem zaspany.
- Dasz radę spotkać się na 12?
- No dam. A gdzie?
- W parku.
- Ok, będę.
- Pa.
Zwlokłem się z łóżka była jedenasta. Do parku idzie się dziesięć minut. A zanim ja się wyrobię. Podszedłem do szafy wyciągając białą koszulkę i dresy. Gdy się ubrałem zszedłem na dół zjeść śniadanie. Na blacie leżała kartka, na której było napisane ,,Dzisiaj wrócimy później, nie czekaj''.
- Zawsze wracacie później - mruknąłem.
Przyzwyczaiłem się, ze rodziców nigdy nie ma i jestem zdany sam na siebie. Szybko zjadłem kanapki i wyszedłem. Co będę robić sam w domu. Powoli pójdę do parku tylko dłuższą drogą, żeby mi to trochę zajęło. Gdy doszedłem Wiki jeszcze nie było.
- Nie uwierzysz! - usłyszałem za sobą głos dziewczyny
- Co jest?
- Dostałam się dalej! Przeszłam dalej w tym konkursie malarskim!
- Naprawdę? To gratuluję!
- Mam nadzieję, że ze mną pojedziesz do Warszawy.
- Ja bym nie pojechał?
- Ale czekaj. W co ja się ubiorę?!
- W cokolwiek. We wszystkim ci ładnie.
- Jesteś kochany - powiedziała blondynka przytulając mnie.
Dwa miesiące później.
Za chwilę miał rozpocząć się konkurs. Wiktoria była bardzo zdenerwowana. Podszedłem do niej łapiąc ją za ręce.
- Wszystko będzie ok. Nie denerwuj się. Pójdzie ci świetnie.
- A jeśli nie?
- No oni będą źli nie ty. Tylko idioci cię nie docenią.
- Dziękuję - szepnęła.
Oczywiście okazało się, że wygrała i właśnie dzięki temu konkursowi jest teraz w Stanach.
Gdy mieliśmy po piętnaście lat ciągle siedzieliśmy na jabłonce niedaleko lasu (jakieś kolejne dziesięć minut od mojego domu. Czy ja wszędzie mam 10 minut drogi?) Cały dzień potrafiliśmy tam przesiedzieć. Ze względu, że prawie nikt tam nie chodził i mieliśmy czas tylko dla siebie i naszych spraw. Było po prostu spokojnie. Pewnego, nieprzyjemnego dnia użądliła mnie osa. Jedyne co pamiętam to słowa Wiki:
- Janek co się dzieje? Janek? Janek!
W tym sygnał karetki i jakieś bełkoty, których nie rozumiałem. Nie wiem ile to trwało. Czy leżałem trzy dni czy miesiąc. Okazało się, że mam silne uczulenie na jad osy. Mogłem z tego nie wyjść.
Perspektywa Wiki:
Gdy zobaczyłam jak Jasiek przymyka oczy i traci panowanie nad rękami przestraszyłam się. Potem ta karetka i szpital.Z sali wyszedł lekarz.
- Mam złą wiadomość. Pan Jan Dąbrowski nie żyje - powiedział lekarz, ale za chwilę podeszła do niego pielęgniarka - o przepraszam. Pan Dąbrowski nie jest w najlepszym stanie. Stan jest stabilny. Na razie.
Odetchnęłam z ulgą.
- A możemy tam do niego wejść? - zapytałam.
- Tak, ale na chwilę.
Dziwne, że jest tu jego mama. Ale ojciec to nie raczył przyjść do syna, który prawie umarł. Weszłam na sale szukając wzrokiem Jasia. Leżał na samym końcu. Miał zamknięte oczy. W sumie to dziwne będąc w śpiączce mieś otwarte oczy. Usiadłam obok niego.
- Jasiek - wydukałam - gdybym... Gdybym cię wtedy nie namawiała, żeby tam iść. To ja powinnam tu leżeć.
Nastała ta chwila ciszy. Tak, której nikt nie lubi. Ta głośniejsza od krzyku. Poleciała mi łza po policzku. W pewnym momencie usłyszałam śmiech. Nie jakiś głośny i wyraźny tylko cichy i przytłumiony.
- Panie doktorze! Obudził się!
-----------------------------------------------------------------------------------------
No nareszcie jakiś dłuższy. Udało się mi coś napisać. Tym razem mamy i perspektywę Jasia. Mam nadzieję, że się spodoba. Pamiętaj o ASKU, na którym możesz się pytać o co chcesz bohaterów.
- O cześć. Spoko. Okropnie u nas pada. A u ciebie?
- Jakoś leci. U mnie też ciągle pada. Nudno mi bez ciebie.
- Mi bez ciebie też. A muszę ci coś powiedzieć. Bo ja mam dziewczynę.
-Ooo to... super.
- O właśnie przyszła. Muszę kończyć. Później zadzwonię. Pa!
Jaś ma dziewczynę? Nie wierzę. Zawsze wolny. Ciekawe ile z nią wytrzyma''
Perspektywa Jasia:
Dryn, dryn. Usłyszałem dźwięku dzwonka mojego telefonu. Dzwoniła Wika.
- Halo? - powiedziałem zaspany.
- Dasz radę spotkać się na 12?
- No dam. A gdzie?
- W parku.
- Ok, będę.
- Pa.
Zwlokłem się z łóżka była jedenasta. Do parku idzie się dziesięć minut. A zanim ja się wyrobię. Podszedłem do szafy wyciągając białą koszulkę i dresy. Gdy się ubrałem zszedłem na dół zjeść śniadanie. Na blacie leżała kartka, na której było napisane ,,Dzisiaj wrócimy później, nie czekaj''.
- Zawsze wracacie później - mruknąłem.
Przyzwyczaiłem się, ze rodziców nigdy nie ma i jestem zdany sam na siebie. Szybko zjadłem kanapki i wyszedłem. Co będę robić sam w domu. Powoli pójdę do parku tylko dłuższą drogą, żeby mi to trochę zajęło. Gdy doszedłem Wiki jeszcze nie było.
- Nie uwierzysz! - usłyszałem za sobą głos dziewczyny
- Co jest?
- Dostałam się dalej! Przeszłam dalej w tym konkursie malarskim!
- Naprawdę? To gratuluję!
- Mam nadzieję, że ze mną pojedziesz do Warszawy.
- Ja bym nie pojechał?
- Ale czekaj. W co ja się ubiorę?!
- W cokolwiek. We wszystkim ci ładnie.
- Jesteś kochany - powiedziała blondynka przytulając mnie.
Dwa miesiące później.
Za chwilę miał rozpocząć się konkurs. Wiktoria była bardzo zdenerwowana. Podszedłem do niej łapiąc ją za ręce.
- Wszystko będzie ok. Nie denerwuj się. Pójdzie ci świetnie.
- A jeśli nie?
- No oni będą źli nie ty. Tylko idioci cię nie docenią.
- Dziękuję - szepnęła.
Oczywiście okazało się, że wygrała i właśnie dzięki temu konkursowi jest teraz w Stanach.
Gdy mieliśmy po piętnaście lat ciągle siedzieliśmy na jabłonce niedaleko lasu (jakieś kolejne dziesięć minut od mojego domu. Czy ja wszędzie mam 10 minut drogi?) Cały dzień potrafiliśmy tam przesiedzieć. Ze względu, że prawie nikt tam nie chodził i mieliśmy czas tylko dla siebie i naszych spraw. Było po prostu spokojnie. Pewnego, nieprzyjemnego dnia użądliła mnie osa. Jedyne co pamiętam to słowa Wiki:
- Janek co się dzieje? Janek? Janek!
W tym sygnał karetki i jakieś bełkoty, których nie rozumiałem. Nie wiem ile to trwało. Czy leżałem trzy dni czy miesiąc. Okazało się, że mam silne uczulenie na jad osy. Mogłem z tego nie wyjść.
Perspektywa Wiki:
Gdy zobaczyłam jak Jasiek przymyka oczy i traci panowanie nad rękami przestraszyłam się. Potem ta karetka i szpital.Z sali wyszedł lekarz.
- Mam złą wiadomość. Pan Jan Dąbrowski nie żyje - powiedział lekarz, ale za chwilę podeszła do niego pielęgniarka - o przepraszam. Pan Dąbrowski nie jest w najlepszym stanie. Stan jest stabilny. Na razie.
Odetchnęłam z ulgą.
- A możemy tam do niego wejść? - zapytałam.
- Tak, ale na chwilę.
Dziwne, że jest tu jego mama. Ale ojciec to nie raczył przyjść do syna, który prawie umarł. Weszłam na sale szukając wzrokiem Jasia. Leżał na samym końcu. Miał zamknięte oczy. W sumie to dziwne będąc w śpiączce mieś otwarte oczy. Usiadłam obok niego.
- Jasiek - wydukałam - gdybym... Gdybym cię wtedy nie namawiała, żeby tam iść. To ja powinnam tu leżeć.
Nastała ta chwila ciszy. Tak, której nikt nie lubi. Ta głośniejsza od krzyku. Poleciała mi łza po policzku. W pewnym momencie usłyszałam śmiech. Nie jakiś głośny i wyraźny tylko cichy i przytłumiony.
- Panie doktorze! Obudził się!
-----------------------------------------------------------------------------------------
No nareszcie jakiś dłuższy. Udało się mi coś napisać. Tym razem mamy i perspektywę Jasia. Mam nadzieję, że się spodoba. Pamiętaj o ASKU, na którym możesz się pytać o co chcesz bohaterów.
sobota, 12 września 2015
Rozdział 3
,,- Paulino Kowalska czy bierzesz tego mężczyznę za męża? - usłyszałam jakiś głos.
- Tak biorę.
- Janie Dąbrowski czy bierzesz tą kobietę za żonę?
- Tak biorę.
- Teraz jesteście...
Przebudziłam się. Moja klatka piersiowa bardzo szybko unosiła się i opadała. Trochę się przestraszyłam, że Jasiek się żeni.
- To tylko sen...''
Popatrzyłam na okno. Ciągle leje. Nie wierzę, że jestem już 3 miesiące w Nowym Jorku. I od tych 3 miesięcy tylko raz dzwoniłam do Jasia. Dzisiaj muszę do niego zadzwonić. Tęsknię za nim. Za mamą. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk SMSa.
Od: Angela
Hej. Mogę dzisiaj wpaść?
Szybko wystukałam odpowiedź. Angela to moja dobra koleżanka. Chodzimy razem na wykłady. Ta ciągła codzienna rutyna mnie już denerwuje. Wstaje, idę do szkoły, po szkole do domu. W domu oglądam telewizor, przeglądam FB. A tak w ogóle to leci ,,Gra o tron''. Wzięłam pilota i włączyłam TV.
- No nie to już było - powiedziałam zawiedziona.
Myślałam, że tu czymś czas zbiję, a tu co? A może teraz zadzwonię do Jaśka? Wzięłam telefon do ręki i zaczęłam szukać numeru. Kurde ile ja mam znajomych. Nareszcie klikam na odpowiedni kontakt. Pierwszy sygnał nic. Drugi sygnał nic. Trzeci, czwarty i kolejne nic.
- Może ma wyłączony telefon lub nie słyszy - pomyślałam.
O kurcze przecież się muszę ubrać! Szybko podeszłam do szafy wyciągając z niej brązowe rurki, białą koszulkę oraz szarą narzutkę. Jest czternasta. Angela będzie pewnie za godzinę. Zawsze przychodzi o piętnastej. Ubrałam się i zaczęłam sprzątać. W mieszkaniu mam okropny bałagan. Nie moja wina, że teraz mam dużo nauki i zero czasu na sprzątanie. Szybko się uwinęłam z porządkami. Usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Cześć, wejdź - zaprosiłam do środka rudowłosą.
Powoli ściągnęła kurtkę i usiadła na kanapie.
- Co pijesz? Kawę czy herbatę?
- Tym razem herbatę.
Podeszłam do szafki w kuchni i wyciągnęłam z niej dwie torebki czarnej herbaty. Zagotowałam wodę i zalałam herbatę.
- Twoja herbata. No to powiedz co u ciebie? - zaczęłam rozmowę.
- O dzięki. Wszystko okej. Ponoć mają wybrać kilku uczniów do konkursu malarskiego, który odbędzie się w Berlinie. Jak myślisz? Wybiorą cię?
-W Berlinie? Mnie wybiorą? Z kilku setek osób mnie? Wiele ludzi maluje dużo lepiej ode mnie. Mają nawet większą wiedzę. A ja? Jestem tu ledwo 3 miesiące.
- Nie doceniasz siebie. Masz zdolności jak mało kto w naszej szkole. A tak w ogóle to co u ciebie?
- Jestem sama, codziennie robię to samo. Dobrze, że ty masz chłopaka.
- A ten Jasiek?
- To tylko przyjaciel, a poza tym mieszka w Polsce. Nie wyszedł by nam związek na odległość.
- Niech ci będzie.
Posiedziałyśmy tak gadając o wszystkim z 3 godziny.
- O już muszę iść. Na dziewiętnastą umówiłam się z Harrym. Pa!
Gdy wyszła postanowiłam zadzwonić do Janka. Jeden sygnał, drugi, trzeci. Gdy myślałam, że już nie odbierze jednak odebrał.
- Hej. Co u ciebie?
- O cześć. Spoko. Okropnie u nas pada. A u ciebie?
- Jakoś leci. U mnie też ciągle pada. Nudno mi bez ciebie.
- Mi bez ciebie też. A muszę ci coś powiedzieć. Bo ja mam dziewczynę.
-Ooo to... super.
- O właśnie przyszła. Muszę kończyć. Później zadzwonię. Pa!
Jaś ma dziewczynę? Nie wierzę. Zawsze wolny. Ciekawe ile z nią wytrzyma.
___________________________________________________________________
No nareszcie rozdział :) Taki krótki, ale jest. Następny będzie dłuższy. Mam nadzieję, że się podoba. Jak widzicie pojawiły się dwie nowe postacie. Kim jest dziewczyna Jasia? Tego dowiecie się w następnym rozdziale. Zapytaj bohatera <---- klik
- Tak biorę.
- Janie Dąbrowski czy bierzesz tą kobietę za żonę?
- Tak biorę.
- Teraz jesteście...
Przebudziłam się. Moja klatka piersiowa bardzo szybko unosiła się i opadała. Trochę się przestraszyłam, że Jasiek się żeni.
- To tylko sen...''
Popatrzyłam na okno. Ciągle leje. Nie wierzę, że jestem już 3 miesiące w Nowym Jorku. I od tych 3 miesięcy tylko raz dzwoniłam do Jasia. Dzisiaj muszę do niego zadzwonić. Tęsknię za nim. Za mamą. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk SMSa.
Od: Angela
Hej. Mogę dzisiaj wpaść?
Szybko wystukałam odpowiedź. Angela to moja dobra koleżanka. Chodzimy razem na wykłady. Ta ciągła codzienna rutyna mnie już denerwuje. Wstaje, idę do szkoły, po szkole do domu. W domu oglądam telewizor, przeglądam FB. A tak w ogóle to leci ,,Gra o tron''. Wzięłam pilota i włączyłam TV.
- No nie to już było - powiedziałam zawiedziona.
Myślałam, że tu czymś czas zbiję, a tu co? A może teraz zadzwonię do Jaśka? Wzięłam telefon do ręki i zaczęłam szukać numeru. Kurde ile ja mam znajomych. Nareszcie klikam na odpowiedni kontakt. Pierwszy sygnał nic. Drugi sygnał nic. Trzeci, czwarty i kolejne nic.
- Może ma wyłączony telefon lub nie słyszy - pomyślałam.
O kurcze przecież się muszę ubrać! Szybko podeszłam do szafy wyciągając z niej brązowe rurki, białą koszulkę oraz szarą narzutkę. Jest czternasta. Angela będzie pewnie za godzinę. Zawsze przychodzi o piętnastej. Ubrałam się i zaczęłam sprzątać. W mieszkaniu mam okropny bałagan. Nie moja wina, że teraz mam dużo nauki i zero czasu na sprzątanie. Szybko się uwinęłam z porządkami. Usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Cześć, wejdź - zaprosiłam do środka rudowłosą.
Powoli ściągnęła kurtkę i usiadła na kanapie.
- Co pijesz? Kawę czy herbatę?
- Tym razem herbatę.
Podeszłam do szafki w kuchni i wyciągnęłam z niej dwie torebki czarnej herbaty. Zagotowałam wodę i zalałam herbatę.
- Twoja herbata. No to powiedz co u ciebie? - zaczęłam rozmowę.
- O dzięki. Wszystko okej. Ponoć mają wybrać kilku uczniów do konkursu malarskiego, który odbędzie się w Berlinie. Jak myślisz? Wybiorą cię?
-W Berlinie? Mnie wybiorą? Z kilku setek osób mnie? Wiele ludzi maluje dużo lepiej ode mnie. Mają nawet większą wiedzę. A ja? Jestem tu ledwo 3 miesiące.
- Nie doceniasz siebie. Masz zdolności jak mało kto w naszej szkole. A tak w ogóle to co u ciebie?
- Jestem sama, codziennie robię to samo. Dobrze, że ty masz chłopaka.
- A ten Jasiek?
- To tylko przyjaciel, a poza tym mieszka w Polsce. Nie wyszedł by nam związek na odległość.
- Niech ci będzie.
Posiedziałyśmy tak gadając o wszystkim z 3 godziny.
- O już muszę iść. Na dziewiętnastą umówiłam się z Harrym. Pa!
Gdy wyszła postanowiłam zadzwonić do Janka. Jeden sygnał, drugi, trzeci. Gdy myślałam, że już nie odbierze jednak odebrał.
- Hej. Co u ciebie?
- O cześć. Spoko. Okropnie u nas pada. A u ciebie?
- Jakoś leci. U mnie też ciągle pada. Nudno mi bez ciebie.
- Mi bez ciebie też. A muszę ci coś powiedzieć. Bo ja mam dziewczynę.
-Ooo to... super.
- O właśnie przyszła. Muszę kończyć. Później zadzwonię. Pa!
Jaś ma dziewczynę? Nie wierzę. Zawsze wolny. Ciekawe ile z nią wytrzyma.
___________________________________________________________________
No nareszcie rozdział :) Taki krótki, ale jest. Następny będzie dłuższy. Mam nadzieję, że się podoba. Jak widzicie pojawiły się dwie nowe postacie. Kim jest dziewczyna Jasia? Tego dowiecie się w następnym rozdziale. Zapytaj bohatera <---- klik
piątek, 28 sierpnia 2015
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

