piątek, 28 sierpnia 2015
niedziela, 23 sierpnia 2015
2 rozdział
Wstałam o 10. Dziś mam studniówkę. Zebrałam się w sobie i zeszłam z łóżka. Wspominałam już, że jestem wielkim leniem? Podeszłam do szafy, wyciągając z niej białe leginsy i czarną bluzę z jakimś napisem. Ubrałam się i zeszłam na dół. Nie jadłam śniadania, ale szukałam mojej sukienki na studniówkę. Chciałam ją jeszcze raz zobaczyć, żeby dobrać do niej odpowiednie buty i dodatki.
- Mamo nie widziałaś mojej sukienki?
- Widziałam, ale...
Pokazała mi przypaloną sukienkę. Łzy podeszły mi do oczu. Tak chciałam w niej iść.
- Co się stało?
- Prasowałam ją i zadzwonił telefon, a ja postawiłam na niej żelazko. Przepraszam cię kochanie...
Wyszłam z domu. Szłam przed siebie. Chciałam ochłonąć. Wiem, że to zwykła sukienka, ale była od babci. Bardzo ją kochałam, była jak druga matka. Zmarła 3 lata temu na raka krtani. Gdy tak spacerowałam w ciszy zadzwonił telefon.
- Hejka. Mogłabyś przyjść? - usłyszałam głos Janka.
- Tak, zaraz będę.
Zmierzałam w stronę domu chłopaka. Pewnie znów nie wie w co się ubrać. Zawsze po mnie dzwoni, gdy ma ten problem. Dziesięć minut później byłam na miejscu. Dzwoniąc do drzwi uszłyszałam jak schodzi po schodach.
- Wejdź.
Poszliśmy po schodach do jego pokoju. Był na 1 piętrze. Wchodząc zobaczyłam 3 koszule w czerwonym, granatowym oraz białym kolorze i 3 muszki w odcieniach granatowego, białego i czarnego.
- Którą ubrać koszulę? - zapytał.
- Białą i czarną muszkę.
- Ej, co jest?
- Nic tylko... mama przypaliła mi tę sukienkę od babci.
- Łoo. Chodź tu do mnie.
Przytulił mnie. Lubiłam jak mnie przytula. Mógłby stać na ulicy jak ci ludzie i powinni mu płacić za przytulanie. Na pewno dużo by zarobił. Posiedziałam jeszcze chwilę i wróciłam do domu. Na stole w kuchni stała torba.
- Zajrzyj - usłyszałam głos mamy.
Podeszłam bliżej i zerknęłam do środka. W torebce była piękna granatowa sukienka. Była obszyta koronką i miała koronkowe rękawy. Bardzo podobna do tamtej, tylko troszkę krótsza.
- Dziękuję.
*6 godzin później*
Czekałam jeszcze na Jasia. Mieliśmy iść razem. Usłyszałam dzwonek. Mama zaprosiła go do środka, a ja zeszłam do nich.
- Wow wyglądasz... wow.
- Tylko mi się nie rozkochaj - zaśmialiśmy się.
- Pilnuj mi jej tam, żeby głupot nie robiła.
- Spokojnie. Ja będę musiała jego pilnować.
- Bawcie się dobrze!
Za chwilę byliśmy na miejscu. Poszliśmy na taką wielką salę na 100-200 osób. Zaczęliśmy tańczyć, dobrze się przy tym bawiąc. Podszedł do mnie przystojny brunet pytając czy zatańczę. Zostawiłam Janka i poszłam z chłopakiem. Nie był zły sam tańczył z innymi. Po jakichś trzech piosenkach postanowiłam znaleźć Jaśka, ale nie było go ani na sali, ani w łazience. Wyszłam na dwór tam go poszukać i gdy skręciłam w taką uliczkę tam co? Oczywiście zostawić Jaśka samego. Bił się z jakimś innym typkiem.
- Zostaw go!
Gdy krzyknęłam tamten facet się spłoszył. Miał z 24 lata i był wyższy i bardziej umięśniony od Jana.
- Nic ci nie jest?
- Mogłaś nie przychodzić. Dałbym sobie radę...
- Ta na pewno. Chodź do łazienki. Przemyję ci te rany.
Pomogłam mu wstać i poszliśmy w stronę jakiejś toalety. Chłopak usiadł na ubikacji, a ja zamoczyłam papier i zaczęłam przemywać rany.
- O co zaś poszło? Czy ty chociaż raz mógłbyś się w coś nie wpakować!?
- Nie jestem jak ty! Cichy i spokojny. Nie każdy jest idealny.
- Ale to chyba nie moja wina, że ty masz same problemy!
- Dobra jak masz się na mnie wydzierać nie wiedząc o co nawet poszło to ja sobie idę.
- Nie! Czekaj. Przepraszam...
Odszedł. Czemu on ma same problemy? Chce mu pomóc, a on co? Ale z drugiej strony, może za bardzo na niego naskoczyłam. Postanowiłam go poszukać. Po dziesięciu minutach wróciłam dalej się bawić. Do końca nie zobaczyłam już Jasia.
- Paulino Kowalska czy bierzesz tego mężczyznę za męża? - usłyszałam jakiś głos.
- Tak biorę.
- Janie Dąbrowski czy bierzesz tą kobietę za żonę?
- Tak biorę.
- Teraz jesteście...
Przebudziłam się. Moja klatka piersiowa bardzo szybko unosiła się i opadała. Trochę się przestraszyłam, że Jasiek się żeni.
- To tylko sen...
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
I mamy 2 rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. A mam pytanie. Chcecie taką zakładkę zapytaj bohatera? Na razie to tyle. Do następnego postu. Pa!
- Mamo nie widziałaś mojej sukienki?
- Widziałam, ale...
Pokazała mi przypaloną sukienkę. Łzy podeszły mi do oczu. Tak chciałam w niej iść.
- Co się stało?
- Prasowałam ją i zadzwonił telefon, a ja postawiłam na niej żelazko. Przepraszam cię kochanie...
Wyszłam z domu. Szłam przed siebie. Chciałam ochłonąć. Wiem, że to zwykła sukienka, ale była od babci. Bardzo ją kochałam, była jak druga matka. Zmarła 3 lata temu na raka krtani. Gdy tak spacerowałam w ciszy zadzwonił telefon.
- Hejka. Mogłabyś przyjść? - usłyszałam głos Janka.
- Tak, zaraz będę.
Zmierzałam w stronę domu chłopaka. Pewnie znów nie wie w co się ubrać. Zawsze po mnie dzwoni, gdy ma ten problem. Dziesięć minut później byłam na miejscu. Dzwoniąc do drzwi uszłyszałam jak schodzi po schodach.
- Wejdź.
Poszliśmy po schodach do jego pokoju. Był na 1 piętrze. Wchodząc zobaczyłam 3 koszule w czerwonym, granatowym oraz białym kolorze i 3 muszki w odcieniach granatowego, białego i czarnego.
- Którą ubrać koszulę? - zapytał.
- Białą i czarną muszkę.
- Ej, co jest?
- Nic tylko... mama przypaliła mi tę sukienkę od babci.
- Łoo. Chodź tu do mnie.
Przytulił mnie. Lubiłam jak mnie przytula. Mógłby stać na ulicy jak ci ludzie i powinni mu płacić za przytulanie. Na pewno dużo by zarobił. Posiedziałam jeszcze chwilę i wróciłam do domu. Na stole w kuchni stała torba.
- Zajrzyj - usłyszałam głos mamy.
Podeszłam bliżej i zerknęłam do środka. W torebce była piękna granatowa sukienka. Była obszyta koronką i miała koronkowe rękawy. Bardzo podobna do tamtej, tylko troszkę krótsza.
- Dziękuję.
*6 godzin później*
Czekałam jeszcze na Jasia. Mieliśmy iść razem. Usłyszałam dzwonek. Mama zaprosiła go do środka, a ja zeszłam do nich.
- Wow wyglądasz... wow.
- Tylko mi się nie rozkochaj - zaśmialiśmy się.
- Pilnuj mi jej tam, żeby głupot nie robiła.
- Spokojnie. Ja będę musiała jego pilnować.
- Bawcie się dobrze!
Za chwilę byliśmy na miejscu. Poszliśmy na taką wielką salę na 100-200 osób. Zaczęliśmy tańczyć, dobrze się przy tym bawiąc. Podszedł do mnie przystojny brunet pytając czy zatańczę. Zostawiłam Janka i poszłam z chłopakiem. Nie był zły sam tańczył z innymi. Po jakichś trzech piosenkach postanowiłam znaleźć Jaśka, ale nie było go ani na sali, ani w łazience. Wyszłam na dwór tam go poszukać i gdy skręciłam w taką uliczkę tam co? Oczywiście zostawić Jaśka samego. Bił się z jakimś innym typkiem.
- Zostaw go!
Gdy krzyknęłam tamten facet się spłoszył. Miał z 24 lata i był wyższy i bardziej umięśniony od Jana.
- Nic ci nie jest?
- Mogłaś nie przychodzić. Dałbym sobie radę...
- Ta na pewno. Chodź do łazienki. Przemyję ci te rany.
Pomogłam mu wstać i poszliśmy w stronę jakiejś toalety. Chłopak usiadł na ubikacji, a ja zamoczyłam papier i zaczęłam przemywać rany.
- O co zaś poszło? Czy ty chociaż raz mógłbyś się w coś nie wpakować!?
- Nie jestem jak ty! Cichy i spokojny. Nie każdy jest idealny.
- Ale to chyba nie moja wina, że ty masz same problemy!
- Dobra jak masz się na mnie wydzierać nie wiedząc o co nawet poszło to ja sobie idę.
- Nie! Czekaj. Przepraszam...
Odszedł. Czemu on ma same problemy? Chce mu pomóc, a on co? Ale z drugiej strony, może za bardzo na niego naskoczyłam. Postanowiłam go poszukać. Po dziesięciu minutach wróciłam dalej się bawić. Do końca nie zobaczyłam już Jasia.
- Paulino Kowalska czy bierzesz tego mężczyznę za męża? - usłyszałam jakiś głos.
- Tak biorę.
- Janie Dąbrowski czy bierzesz tą kobietę za żonę?
- Tak biorę.
- Teraz jesteście...
Przebudziłam się. Moja klatka piersiowa bardzo szybko unosiła się i opadała. Trochę się przestraszyłam, że Jasiek się żeni.
- To tylko sen...
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
I mamy 2 rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. A mam pytanie. Chcecie taką zakładkę zapytaj bohatera? Na razie to tyle. Do następnego postu. Pa!
środa, 19 sierpnia 2015
1 rozdział
Jako małe dziecko lubiłam bawić się w piaskownicy i robić babki z piasku. Pewnego dnia pod czas jednej z takich zabaw chciałam zrobić babkę w kształcie żółwia, więc postanowiłam wziąć foremkę w takim kształcie. W tym samym czasie chciał wziąć ją jakiś chłopczyk. Zawołałam mamę, gdyż nie chciał mi jej oddać.
- Co się stało?
- Bo on nie chce mi oddać foremki.
W tym samym czasie przyszła inna pani.
- Jasiu oddaj dziewczynce foremkę. Bo zaraz pójdziesz do domu spać.
Chłopczyk oddał mi foremkę. Kobieta po paczyła się na moją mamę z zastanawiającym wzrokiem. Po chwili na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- Natalia? Jak ja cię dawno nie widziałam. Co u ciebie? - powiedziała.
- Marzena. A wszystko dobrze. Widzę, że nie zmieniłaś się zbytnio przez te lata. Może wpadniesz dzisiaj z Jasiem do nas na kawę. Powspominamy stare czasy.
- Jasne, ale teraz muszę lecieć. To na razie.
Mama spojrzała na mnie.
- Kto to był? - zapytałam.
- Moja stara przyjaciółka z liceum. Przyjdzie dzisiaj do nas ze swoim dzieckiem. Mam nadzieję, że się polubicie.
- Wika wstawaj! Jest już dwunasta! Za 4 godzin masz samolot!
Usłyszałam głos mamy. Zwlekałam się z łóżka. Dziś był mój wielki dzień. Leciałam do USA. Mam tam uczyć się na malarkę. Podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej biały podkoszulek, narzutkę i czarne rurki. Najpierw poszłam się umyć zabierając ze sobą ubrania. Szybko się umyłam i ubrałam. Nie malując się zeszłam na śniadanie, a właściwie obiad. Widziałam jak mama się denerwowała. Chciała, żeby dzisiaj wszystko było idealnie. Czasem myślę, że może jednak nie polecę. Boli mnie to, że muszę ją tu zostawić całkiem samą. Ją i Jaśka. W końcu to mój przyjaciel, będę za nim tęsknić. Za naszymi odpałami, imprezami, szalonymi akcjami... za nim.
- Czemu nie jesz? - zapytała mama.
- Mamo, nie chcę lecieć. Nie chce was zostawiać.
- Ale przecież nie zostawiasz. Tylko będziesz spełniać swoje marzenia.
- Ale przecież w Polsce też jest wiele szkół artystycznych.
- Ale to szkoła w USA cię zauważyła i da ci więcej niż nasze szkoły. A poza tym zawsze możesz wrócić. Drzwi są zawsze dla ciebie otwarte.
Łzy zaczęły lecieć mi po policzkach. Nie udało mi się nawet powiedzieć dziękuję. Mama mnie przytuliła. Wiedziała, że jej dziękuje za wszystko co dl mnie zrobiła. O 13 miałam spotkać się ostatni raz z Jankiem. Wyszłam z domu idąc w wyznaczone miejsce. Gdy podeszłam do chłopaka siedzącego na ławce od razu się do niego przytuliłam.
- Będę tęsknić - wyszeptał.
- Ja też. Pojedziesz ze mną na lotnisko.
Pokiwał głową. Poszliśmy jeszcze przejść się ostatni raz po Krakowie. Nie mieści mi się w głowie, że już jutro będę w Nowym Jorku. Około szesnastej wróciliśmy do domu. Spakowałam jeszcze ostatnie rzeczy. Jaś pomógł mi znieść walizki. Jadąc wspominaliśmy nasze wspólne chwilę. Najśmieszniejszą była ta, kiedy byliśmy mali kradliśmy chupa chupsy ze sklepu i zawsze zwalaliśmy na takiego Bartka. Będzie mi tego brakować. Gdy już byłam po odprawieniu bagaży czekałam z mamą i Jaśkiem, aż będą mnie wołać do odprawy. Siedzieliśmy w ciszy.
- Masz - powiedział Janek.
- Co to?
- Gdy za mną zatęsknisz, otwórz to.
- Dziękuję.
Przytuliłam go. I jak go tu zostawić. Wołali ludzi do odprawy. Ostatni raz pożegnałam się z Jasiem i mamą.
- Będę tęsknić.
- My też.
Wchodząc już do ,,tunelu'', którym miałam dostać się do samolotu ostatni raz im pomachałam. Potem znikli mi z oczu. Wiem, że obserwowali samolot z tarasu widokowego. Czemu rozstania tak cholernie bolą?
--------------------------------------------------------------------------------------------------
No i mamy rozdział 1. Ogólnie to opowiadanie będzie oparte o wspomnienia Wiktorii i Jaśka. Tak jak było w np. Zostań jeśli kochasz lub Love, Rosie. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Do następnego rozdziału!
- Co się stało?
- Bo on nie chce mi oddać foremki.
W tym samym czasie przyszła inna pani.
- Jasiu oddaj dziewczynce foremkę. Bo zaraz pójdziesz do domu spać.
Chłopczyk oddał mi foremkę. Kobieta po paczyła się na moją mamę z zastanawiającym wzrokiem. Po chwili na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- Natalia? Jak ja cię dawno nie widziałam. Co u ciebie? - powiedziała.
- Marzena. A wszystko dobrze. Widzę, że nie zmieniłaś się zbytnio przez te lata. Może wpadniesz dzisiaj z Jasiem do nas na kawę. Powspominamy stare czasy.
- Jasne, ale teraz muszę lecieć. To na razie.
Mama spojrzała na mnie.
- Kto to był? - zapytałam.
- Moja stara przyjaciółka z liceum. Przyjdzie dzisiaj do nas ze swoim dzieckiem. Mam nadzieję, że się polubicie.
- Wika wstawaj! Jest już dwunasta! Za 4 godzin masz samolot!
Usłyszałam głos mamy. Zwlekałam się z łóżka. Dziś był mój wielki dzień. Leciałam do USA. Mam tam uczyć się na malarkę. Podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej biały podkoszulek, narzutkę i czarne rurki. Najpierw poszłam się umyć zabierając ze sobą ubrania. Szybko się umyłam i ubrałam. Nie malując się zeszłam na śniadanie, a właściwie obiad. Widziałam jak mama się denerwowała. Chciała, żeby dzisiaj wszystko było idealnie. Czasem myślę, że może jednak nie polecę. Boli mnie to, że muszę ją tu zostawić całkiem samą. Ją i Jaśka. W końcu to mój przyjaciel, będę za nim tęsknić. Za naszymi odpałami, imprezami, szalonymi akcjami... za nim.
- Czemu nie jesz? - zapytała mama.
- Mamo, nie chcę lecieć. Nie chce was zostawiać.
- Ale przecież nie zostawiasz. Tylko będziesz spełniać swoje marzenia.
- Ale przecież w Polsce też jest wiele szkół artystycznych.
- Ale to szkoła w USA cię zauważyła i da ci więcej niż nasze szkoły. A poza tym zawsze możesz wrócić. Drzwi są zawsze dla ciebie otwarte.
Łzy zaczęły lecieć mi po policzkach. Nie udało mi się nawet powiedzieć dziękuję. Mama mnie przytuliła. Wiedziała, że jej dziękuje za wszystko co dl mnie zrobiła. O 13 miałam spotkać się ostatni raz z Jankiem. Wyszłam z domu idąc w wyznaczone miejsce. Gdy podeszłam do chłopaka siedzącego na ławce od razu się do niego przytuliłam.
- Będę tęsknić - wyszeptał.
- Ja też. Pojedziesz ze mną na lotnisko.
Pokiwał głową. Poszliśmy jeszcze przejść się ostatni raz po Krakowie. Nie mieści mi się w głowie, że już jutro będę w Nowym Jorku. Około szesnastej wróciliśmy do domu. Spakowałam jeszcze ostatnie rzeczy. Jaś pomógł mi znieść walizki. Jadąc wspominaliśmy nasze wspólne chwilę. Najśmieszniejszą była ta, kiedy byliśmy mali kradliśmy chupa chupsy ze sklepu i zawsze zwalaliśmy na takiego Bartka. Będzie mi tego brakować. Gdy już byłam po odprawieniu bagaży czekałam z mamą i Jaśkiem, aż będą mnie wołać do odprawy. Siedzieliśmy w ciszy.
- Masz - powiedział Janek.
- Co to?
- Gdy za mną zatęsknisz, otwórz to.
- Dziękuję.
Przytuliłam go. I jak go tu zostawić. Wołali ludzi do odprawy. Ostatni raz pożegnałam się z Jasiem i mamą.
- Będę tęsknić.
- My też.
Wchodząc już do ,,tunelu'', którym miałam dostać się do samolotu ostatni raz im pomachałam. Potem znikli mi z oczu. Wiem, że obserwowali samolot z tarasu widokowego. Czemu rozstania tak cholernie bolą?
--------------------------------------------------------------------------------------------------
No i mamy rozdział 1. Ogólnie to opowiadanie będzie oparte o wspomnienia Wiktorii i Jaśka. Tak jak było w np. Zostań jeśli kochasz lub Love, Rosie. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Do następnego rozdziału!
Nowy prolog
Wiktoria i Jaś znają się od piaskownicy. Znają swoje sekrety, zawsze sobie pomagają. Ale pewnego dnia Wika musi wyjechać. Chce rozwijać swoja pasję do malarstwa w Stanach. Oboje ciężko przeżywają rozłąkę. Czy przyjaźń tej dwójki przetrwa, a może zamieni się w coś więcej?
-----------------------------------------------------------------------------------------
Uznałam, że napiszę nowy prolog, bo tamto opowiadanie jakoś mi się nie podoba. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Uznałam, że napiszę nowy prolog, bo tamto opowiadanie jakoś mi się nie podoba. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
wtorek, 18 sierpnia 2015
Wow. Dziękuję.
Bardzo Wam dziękuję za ponad pół tysiąca wyświetleń. Mam dla Was również 2 informację. Od 29.08 do 9.09 nie będzie rozdziałów z powodu mojego wyjazdu. A i pytanie. Założyć grupę na fb? Ty macie link gdzie możecie zagłósować klik . Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję i za miłe komentzre również. Pa misiaki!
niedziela, 16 sierpnia 2015
Witam
Jestem Wiktoria. Bardzo lubię pisać rożne historie i opowiadania, więc pomyślałam czemu nie założyć bloga, na którym będę właśnie takie opowiadania pisała. Opowiadania będą typu ff (fanfiction) o Jasiu (JDabrowsky). Na razie to tyle. Do następnego wpisu!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

