piątek, 25 września 2015

Rozdział 5

''- Jasiek - wydukałam - gdybym... Gdybym cię wtedy nie namawiała, żeby tam iść. To ja powinnam tu leżeć.
Nastała ta chwila ciszy. Tak, której nikt nie lubi. Ta głośniejsza od krzyku. Poleciała mi łza po policzku. W pewnym momencie usłyszałam śmiech. Nie jakiś głośny i wyraźny tylko cichy i przytłumiony.
- Panie doktorze! Obudził się!''

Perspektywa Jasia
- Coś ty zaś wymyślił? - zapytała dziewczyna.
- Chce cię zabrać na wycieczkę, co w tym złego?
- Ale jaką?
- Aaa to niespodzianka.
Chciałem ją zabrać tam gdzie zawsze chciała. A, że trafiła się taka okazja. Po tygodniu byliśmy już przygotowani do wyprawy. Jechali z nami jeszcze tak jeden mój znajomy i przyjaciółka Wiktorii, Marta. Wyjechaliśmy w nocy, żeby być tam na rano. Ledwo wsiedliśmy do samochodu i Wika usnęła. W sumie się nie dziwię jak wyrywam ją o 1 w nocy z łóżka. Przespała całą podróż. Zajechaliśmy gdzieś koło siódmej. Obudziłem blondynkę.
- Wstawaj. Dojechaliśmy.
- Ta? Już?
Wyszliśmy z samochodu po swoje torby.
- Gdzie my jesteśmy? Czy to las?
- Dojdziesz to zobaczysz.
I tak sobie idziemy i, że ja mam mały pęcherz to musiałem zrobić przerwę.
- Ja na niego poczekam, a wy idźcie - powiedziała Wiki.
Wyszedłem z krzaków i ruszyliśmy. Kazałem iść prosto. Po pół godziny skapnęliśmy się, że się zgubiliśmy. Tak naprawdę to powinniśmy być tam 15 minut temu.
- I gdzie jesteśmy?
- No... nie wiem.
- Jak to nie wiesz? Zgubiliśmy się w lesie?!
- Nie zaraz wyjdziemy tam gdzie trzeba już wiem gdzie jesteśmy. Na serio.
Tak naprawdę to nie wiedziałem, ale musiałem ją uspokoić. Teraz liczyłem, że dojdziemy tam gdzie trzeba. Po chwili zobaczyłem jezioro, a po drugiej stronie cel podróży. Nakierowałem się do właściwego miejsca. Za chwilę byliśmy na miejscu.
- No gdzie wy byliście? - zapytał Dawid.
- Zgubiliśmy się.
- Ej chwila. Czy to Mazury?
- No tak.
Wyraźnie się ucieszyła. Zawsze chciała pojechać na biwak, na Mazury. Fajnie jest spełnić czyjeś marzenie. Większość dnia spędziliśmy na spacerowaniu po lesie i nad jeziorem. Potem rozbiliśmy namiot. Jakoś tak Dawid chciał być z Martyną w namiocie, a mieliśmy dwa dwuosobowe. Strasznie się uparł to już się zgodziliśmy. Zjedliśmy kolacje i poszliśmy spać. Po dwunastej w nocy obudziła mnie Wika.
- Jasiek. Jasiek.
- C co? - zapytałem zaspany.
- Ktoś tu jest? Ktoś albo coś chodzi wokół namiotów.
- Pójdę sprawdzić.
Wyszedłem cicho i powoli, żeby w razie czego się nie zdemaskować. Rozejrzałem się dookoła. Gdy spostrzegłem, że nikogo nie ma postanowiłem wrócić do namiotu. Kiedy miłem już do niego wchodzić coś, a raczej ktoś mnie przestraszył.
- Buu!
- Dawid ty baranie.
- Wystraszyłem cię?
- Nie kurwa uszczęśliwiłeś.
- Bardzo?
- Baranie jeden o dwunastej w nocy to tylko troszkę. Bo tak w dzień to zesrałbym się ze strachu. A jakbym o tym wiedział to zawał na miejscu.
- A to sorry. Następnym razem wystraszę cię w dzień.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę i każdy rozszedł się do swojego namiotu.
______________________________________________________
I mamy 5 rozdział. Jak Wam się podoba? Sorry, że taki krótki brak weny. Ale lepsze to niż nic :) Zapytaj bohatera

6 komentarzy:

  1. "Nie kurwa uszczęśliwiłeś" ahaha rozbawiło mnie to. Szkoda, że krótkie, ale weny życzę. Miłego wieczorku!
    only--stay--with--me.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny czekam na kolejce ^^

    http://calmonlycalm.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Super :)
    co powiesz na wspólna obserwacje? :D daj znac u mnie :)

    OdpowiedzUsuń