,,- Hej. Co u ciebie?
- O cześć. Spoko. Okropnie u nas pada. A u ciebie?
- Jakoś leci. U mnie też ciągle pada. Nudno mi bez ciebie.
- Mi bez ciebie też. A muszę ci coś powiedzieć. Bo ja mam dziewczynę.
-Ooo to... super.
- O właśnie przyszła. Muszę kończyć. Później zadzwonię. Pa!
Jaś ma dziewczynę? Nie wierzę. Zawsze wolny. Ciekawe ile z nią wytrzyma''
Perspektywa Jasia:
Dryn, dryn. Usłyszałem dźwięku dzwonka mojego telefonu. Dzwoniła Wika.
- Halo? - powiedziałem zaspany.
- Dasz radę spotkać się na 12?
- No dam. A gdzie?
- W parku.
- Ok, będę.
- Pa.
Zwlokłem się z łóżka była jedenasta. Do parku idzie się dziesięć minut. A zanim ja się wyrobię. Podszedłem do szafy wyciągając białą koszulkę i dresy. Gdy się ubrałem zszedłem na dół zjeść śniadanie. Na blacie leżała kartka, na której było napisane ,,Dzisiaj wrócimy później, nie czekaj''.
- Zawsze wracacie później - mruknąłem.
Przyzwyczaiłem się, ze rodziców nigdy nie ma i jestem zdany sam na siebie. Szybko zjadłem kanapki i wyszedłem. Co będę robić sam w domu. Powoli pójdę do parku tylko dłuższą drogą, żeby mi to trochę zajęło. Gdy doszedłem Wiki jeszcze nie było.
- Nie uwierzysz! - usłyszałem za sobą głos dziewczyny
- Co jest?
- Dostałam się dalej! Przeszłam dalej w tym konkursie malarskim!
- Naprawdę? To gratuluję!
- Mam nadzieję, że ze mną pojedziesz do Warszawy.
- Ja bym nie pojechał?
- Ale czekaj. W co ja się ubiorę?!
- W cokolwiek. We wszystkim ci ładnie.
- Jesteś kochany - powiedziała blondynka przytulając mnie.
Dwa miesiące później.
Za chwilę miał rozpocząć się konkurs. Wiktoria była bardzo zdenerwowana. Podszedłem do niej łapiąc ją za ręce.
- Wszystko będzie ok. Nie denerwuj się. Pójdzie ci świetnie.
- A jeśli nie?
- No oni będą źli nie ty. Tylko idioci cię nie docenią.
- Dziękuję - szepnęła.
Oczywiście okazało się, że wygrała i właśnie dzięki temu konkursowi jest teraz w Stanach.
Gdy mieliśmy po piętnaście lat ciągle siedzieliśmy na jabłonce niedaleko lasu (jakieś kolejne dziesięć minut od mojego domu. Czy ja wszędzie mam 10 minut drogi?) Cały dzień potrafiliśmy tam przesiedzieć. Ze względu, że prawie nikt tam nie chodził i mieliśmy czas tylko dla siebie i naszych spraw. Było po prostu spokojnie. Pewnego, nieprzyjemnego dnia użądliła mnie osa. Jedyne co pamiętam to słowa Wiki:
- Janek co się dzieje? Janek? Janek!
W tym sygnał karetki i jakieś bełkoty, których nie rozumiałem. Nie wiem ile to trwało. Czy leżałem trzy dni czy miesiąc. Okazało się, że mam silne uczulenie na jad osy. Mogłem z tego nie wyjść.
Perspektywa Wiki:
Gdy zobaczyłam jak Jasiek przymyka oczy i traci panowanie nad rękami przestraszyłam się. Potem ta karetka i szpital.Z sali wyszedł lekarz.
- Mam złą wiadomość. Pan Jan Dąbrowski nie żyje - powiedział lekarz, ale za chwilę podeszła do niego pielęgniarka - o przepraszam. Pan Dąbrowski nie jest w najlepszym stanie. Stan jest stabilny. Na razie.
Odetchnęłam z ulgą.
- A możemy tam do niego wejść? - zapytałam.
- Tak, ale na chwilę.
Dziwne, że jest tu jego mama. Ale ojciec to nie raczył przyjść do syna, który prawie umarł. Weszłam na sale szukając wzrokiem Jasia. Leżał na samym końcu. Miał zamknięte oczy. W sumie to dziwne będąc w śpiączce mieś otwarte oczy. Usiadłam obok niego.
- Jasiek - wydukałam - gdybym... Gdybym cię wtedy nie namawiała, żeby tam iść. To ja powinnam tu leżeć.
Nastała ta chwila ciszy. Tak, której nikt nie lubi. Ta głośniejsza od krzyku. Poleciała mi łza po policzku. W pewnym momencie usłyszałam śmiech. Nie jakiś głośny i wyraźny tylko cichy i przytłumiony.
- Panie doktorze! Obudził się!
-----------------------------------------------------------------------------------------
No nareszcie jakiś dłuższy. Udało się mi coś napisać. Tym razem mamy i perspektywę Jasia. Mam nadzieję, że się spodoba. Pamiętaj o ASKU, na którym możesz się pytać o co chcesz bohaterów.
Bardzo fajny :3
OdpowiedzUsuńŚwietny ♥
OdpowiedzUsuńhttp://calmonlycalm.blogspot.com/ <3
Jak zawsze świetny zapraszam również do mnie
OdpowiedzUsuńonly--stay--with--me.blogspot.com
mega :)
OdpowiedzUsuń