Jako małe dziecko lubiłam bawić się w piaskownicy i robić babki z piasku. Pewnego dnia pod czas jednej z takich zabaw chciałam zrobić babkę w kształcie żółwia, więc postanowiłam wziąć foremkę w takim kształcie. W tym samym czasie chciał wziąć ją jakiś chłopczyk. Zawołałam mamę, gdyż nie chciał mi jej oddać.
- Co się stało?
- Bo on nie chce mi oddać foremki.
W tym samym czasie przyszła inna pani.
- Jasiu oddaj dziewczynce foremkę. Bo zaraz pójdziesz do domu spać.
Chłopczyk oddał mi foremkę. Kobieta po paczyła się na moją mamę z zastanawiającym wzrokiem. Po chwili na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- Natalia? Jak ja cię dawno nie widziałam. Co u ciebie? - powiedziała.
- Marzena. A wszystko dobrze. Widzę, że nie zmieniłaś się zbytnio przez te lata. Może wpadniesz dzisiaj z Jasiem do nas na kawę. Powspominamy stare czasy.
- Jasne, ale teraz muszę lecieć. To na razie.
Mama spojrzała na mnie.
- Kto to był? - zapytałam.
- Moja stara przyjaciółka z liceum. Przyjdzie dzisiaj do nas ze swoim dzieckiem. Mam nadzieję, że się polubicie.
- Wika wstawaj! Jest już dwunasta! Za 4 godzin masz samolot!
Usłyszałam głos mamy. Zwlekałam się z łóżka. Dziś był mój wielki dzień. Leciałam do USA. Mam tam uczyć się na malarkę. Podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej biały podkoszulek, narzutkę i czarne rurki. Najpierw poszłam się umyć zabierając ze sobą ubrania. Szybko się umyłam i ubrałam. Nie malując się zeszłam na śniadanie, a właściwie obiad. Widziałam jak mama się denerwowała. Chciała, żeby dzisiaj wszystko było idealnie. Czasem myślę, że może jednak nie polecę. Boli mnie to, że muszę ją tu zostawić całkiem samą. Ją i Jaśka. W końcu to mój przyjaciel, będę za nim tęsknić. Za naszymi odpałami, imprezami, szalonymi akcjami... za nim.
- Czemu nie jesz? - zapytała mama.
- Mamo, nie chcę lecieć. Nie chce was zostawiać.
- Ale przecież nie zostawiasz. Tylko będziesz spełniać swoje marzenia.
- Ale przecież w Polsce też jest wiele szkół artystycznych.
- Ale to szkoła w USA cię zauważyła i da ci więcej niż nasze szkoły. A poza tym zawsze możesz wrócić. Drzwi są zawsze dla ciebie otwarte.
Łzy zaczęły lecieć mi po policzkach. Nie udało mi się nawet powiedzieć dziękuję. Mama mnie przytuliła. Wiedziała, że jej dziękuje za wszystko co dl mnie zrobiła. O 13 miałam spotkać się ostatni raz z Jankiem. Wyszłam z domu idąc w wyznaczone miejsce. Gdy podeszłam do chłopaka siedzącego na ławce od razu się do niego przytuliłam.
- Będę tęsknić - wyszeptał.
- Ja też. Pojedziesz ze mną na lotnisko.
Pokiwał głową. Poszliśmy jeszcze przejść się ostatni raz po Krakowie. Nie mieści mi się w głowie, że już jutro będę w Nowym Jorku. Około szesnastej wróciliśmy do domu. Spakowałam jeszcze ostatnie rzeczy. Jaś pomógł mi znieść walizki. Jadąc wspominaliśmy nasze wspólne chwilę. Najśmieszniejszą była ta, kiedy byliśmy mali kradliśmy chupa chupsy ze sklepu i zawsze zwalaliśmy na takiego Bartka. Będzie mi tego brakować. Gdy już byłam po odprawieniu bagaży czekałam z mamą i Jaśkiem, aż będą mnie wołać do odprawy. Siedzieliśmy w ciszy.
- Masz - powiedział Janek.
- Co to?
- Gdy za mną zatęsknisz, otwórz to.
- Dziękuję.
Przytuliłam go. I jak go tu zostawić. Wołali ludzi do odprawy. Ostatni raz pożegnałam się z Jasiem i mamą.
- Będę tęsknić.
- My też.
Wchodząc już do ,,tunelu'', którym miałam dostać się do samolotu ostatni raz im pomachałam. Potem znikli mi z oczu. Wiem, że obserwowali samolot z tarasu widokowego. Czemu rozstania tak cholernie bolą?
--------------------------------------------------------------------------------------------------
No i mamy rozdział 1. Ogólnie to opowiadanie będzie oparte o wspomnienia Wiktorii i Jaśka. Tak jak było w np. Zostań jeśli kochasz lub Love, Rosie. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Do następnego rozdziału!
Fajnie się zapowiada i zamierzam zostać.
OdpowiedzUsuńZapraszam do mniehttp://w.tt/1fpchJC
Super :) prawie się popłakałam, a to dopiero 1 rozdział :)
OdpowiedzUsuń